Dwa wyjazdy na JSL weekend po weekendzie to nie pamiętam kiedy ostatnio uskuteczniłem, chyba jeszcze w epoce żółtych czół i analogowej fotografii. W latach 2000-2005 potrafiłem jeździć na focenie Jedynie Słusznych pociągów podczas nie tylko dwóch następujących po sobie sobotnio-niedzielnych przerw od pracy, ale trzech-czterech ciurkiem a pewnie też i więcej, gdybym to dokładniej sprawdził po datach popełnianych zdjęć (wszystko jest pedantycznie pospisywane!). No ale wtedy to jeszcze było po co jeździć - wszystkie loki w prawilnych barwach, wagony takoż, osobówki w wersji SU45 z Bipami, praktycznie żadnych jeszcze kolorowych prywaciarzy. Do tego paliwo dwukrotnie tańsze niż obecnie… Można było szaleć! Jedynie kosztami zakupu filmów i ich wywoływania - w moim przypadku slajdów - człowiek się ograniczał, czego dziś się oczywiście żałuje. No, ale dość tych dygresji typu “wspominała babcia swój dziewiczy wieczór”, wracamy do rzeczywistości. Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, toteż po samotnym wyjeździe 12 listopada na Objazdy, w kolejnych dniach ochota na następną wyprawę wzmacniała się z każdym kolejnych dniem przybliżającym weekend. Ale tym razem nie chciało mi się jechać samemu, pragnąłem towarzystwa. A najlepsze towarzystwo jakie znam to Kacper i Radek, zawsze jest nam zajebiście wesoło i dobrze się dogadujemy. Nie ma to jak sprawdzona ekipa :) Akurat obydwu pasowała sobota 18 listopada, więc postanowione: jedziemy! Nawet specjalnie nie trząsłem się nad pogodą, nie wydziwiałem jak to czasem potrafię… Sprawdziłem tylko czy wróżbici nie przepowiadają rzęsistego deszczu, ale nic takiego nie miało nas spotkać. Ba, nawet miało być całkiem ładnie, zwłaszcza rano. Bo w dalszej części dnia to na dwoje babka wróżyła - albo będą chmury albo nie (uprzedzając fakty: były). W poprzednią niedzielę ruszyłem spod domu o 3 w nocy. Teraz aż tak hardocowo nie było potrzeby wyruszać, zwłaszcza Kacpra-śpiocha ;-) nie chciałem katować. Ale w południe też startować nie chciałem. Ostatecznie stanęło na tym, że Radzia zgarnąłem z Grochowa o godz. 4, a Kacpra z Mokotowa jakieś pół godziny później :)) No to jedziemy z tym koksem! W Płońsku jak zwykle pustki, ale w Raciążu skład kontenerów bez loka. Ciekawe, czy próżne jeszcze nie zabrane do Glinojecka pod załadunek, czy już ładowne oczekujące na loka Cargo żeby je zabrał do Torunia? Ta zagadka miała się rozwiązać już wkrótce. Kacper daje cynk na Fejsa, po chwili kolega Robert Bondzelewski przekazuje super info, że popołudniową parę Arrivy obsłuży nowy nabytek tego przewoźnika - szynobus VT628.4-619. Nawet miałem się specjalnie wybrać na okoliczność puszczenia tego pojazdu na JSL, a tu proszę - sam się napatoczy niespodzianie! W Sierpcu meldujemy się niewiele przed 7 rano. Stacja spowita pod grubą kołderką mgły, tak że z przejazdu koło nastawni wykonawczej Sc1 nie widać czy coś stoi w stacji. Do tego jest o wiele zimniej niż w Warszawie. Mgła + ujemna temperatura = szron, a nawet szadź. Wszystko dookoła pokryte jest miliardami małych lodowych igiełek, ale ekstra to wygląda. Ale co najważniejsze jest towar! Najpierw widzimy jego “tyłek”, potem “korpus” złożony z różnorakich beczek - szarych, bordowych, gazówek z pomarańczowym pasem i znów szarych, i “głowa” - Traxx Lotosu 285-123. Przyjęty przeze mnie dość chłodno, wolałbym Challangera…
Niemniej rzucamy się do focenia, bo warunki na zdjęcia bardzo przyjemne - budzący się dzień, mgła i szron sprawiają, że zdjęcia wychodzą mięciutkie jak podusia ;-) Po pstryknięciu zdjęć dokumentacyjnych,
biorę się za “kombinatorykę” focąc loka z leżącymi na dziurze po żurawiu wodnym dwoma starymi betonowymi barierkami ochronnymi w biało-czerwone pasy, jakie kiedyś były masowym widokiem przy przejazdach kolejowych. Po jakichś 15 minutach uciekamy przed mrozem do ciepłego samochodu. Trzeba ustawić się gdzieś na szlaku zanim pociąg ruszy do Torunia. Tak w ogóle to ciekawe, czemu stoi w Sierpcu, a nie minął stacji na biegu z Płocka. Dwie opcje: chwilę przed naszym przybyciem dokonała się podmiana maszynisty,

