16 stycznia 2018

Druga wycieczka na listopadowe Objazdy A.D. 2017

Dwa wyjazdy na JSL weekend po weekendzie to nie pamiętam kiedy ostatnio uskuteczniłem, chyba jeszcze w epoce żółtych czół i analogowej fotografii. W latach 2000-2005 potrafiłem jeździć na focenie Jedynie Słusznych pociągów podczas nie tylko dwóch następujących po sobie sobotnio-niedzielnych przerw od pracy, ale trzech-czterech ciurkiem a pewnie też i więcej, gdybym to dokładniej sprawdził po datach popełnianych zdjęć (wszystko jest pedantycznie pospisywane!). No ale wtedy to jeszcze było po co jeździć - wszystkie loki w prawilnych barwach, wagony takoż, osobówki w wersji SU45 z Bipami, praktycznie żadnych jeszcze kolorowych prywaciarzy. Do tego paliwo dwukrotnie tańsze niż obecnie… Można było szaleć! Jedynie kosztami zakupu filmów i ich wywoływania - w moim przypadku slajdów - człowiek się ograniczał, czego dziś się oczywiście żałuje. No, ale dość tych dygresji typu “wspominała babcia swój dziewiczy wieczór”, wracamy do rzeczywistości. Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, toteż po samotnym wyjeździe 12 listopada na Objazdy, w kolejnych dniach ochota na następną wyprawę wzmacniała się z każdym kolejnych dniem przybliżającym weekend. Ale tym razem nie chciało mi się jechać samemu, pragnąłem towarzystwa. A najlepsze towarzystwo jakie znam to Kacper i Radek, zawsze jest nam zajebiście wesoło i dobrze się dogadujemy. Nie ma to jak sprawdzona ekipa :) Akurat obydwu pasowała sobota 18 listopada, więc postanowione: jedziemy! Nawet specjalnie nie trząsłem się nad pogodą, nie wydziwiałem jak to czasem potrafię… Sprawdziłem tylko czy wróżbici nie przepowiadają rzęsistego deszczu, ale nic takiego nie miało nas spotkać. Ba, nawet miało być całkiem ładnie, zwłaszcza rano. Bo w dalszej części dnia to na dwoje babka wróżyła - albo będą chmury albo nie (uprzedzając fakty: były). W poprzednią niedzielę ruszyłem spod domu o 3 w nocy. Teraz aż tak hardocowo nie było potrzeby wyruszać, zwłaszcza Kacpra-śpiocha ;-) nie chciałem katować. Ale w południe też startować nie chciałem. Ostatecznie stanęło na tym, że Radzia zgarnąłem z Grochowa o godz. 4, a Kacpra z Mokotowa jakieś pół godziny później :)) No to jedziemy z tym koksem! W Płońsku jak zwykle pustki, ale w Raciążu skład kontenerów bez loka. Ciekawe, czy próżne jeszcze nie zabrane do Glinojecka pod załadunek, czy już ładowne oczekujące na loka Cargo żeby je zabrał do Torunia? Ta zagadka miała się rozwiązać już wkrótce. Kacper daje cynk na Fejsa, po chwili kolega Robert Bondzelewski przekazuje super info, że popołudniową parę Arrivy obsłuży nowy nabytek tego przewoźnika - szynobus VT628.4-619. Nawet miałem się specjalnie wybrać na okoliczność puszczenia tego pojazdu na JSL, a tu proszę - sam się napatoczy niespodzianie! W Sierpcu meldujemy się niewiele przed 7 rano. Stacja spowita pod grubą kołderką mgły, tak że z przejazdu koło nastawni wykonawczej Sc1 nie widać czy coś stoi w stacji. Do tego jest o wiele zimniej niż w Warszawie. Mgła + ujemna temperatura = szron, a nawet szadź. Wszystko dookoła pokryte jest miliardami małych lodowych igiełek, ale ekstra to wygląda. Ale co najważniejsze jest towar! Najpierw widzimy jego “tyłek”, potem “korpus” złożony z różnorakich beczek - szarych, bordowych, gazówek z pomarańczowym pasem i znów szarych, i “głowa” - Traxx Lotosu. Przyjęty przeze mnie dość chłodno, wolałbym Challangera… Niemniej rzucamy się do focenia, bo warunki na zdjęcia bardzo przyjemne - budzący się dzień, mgła i szron sprawiają, że zdjęcia wychodzą mięciutkie jak podusia ;-) Po pstryknięciu zdjęć dokumentacyjnych, biorę się za “kombinatorykę” focąc loka z leżącymi na dziurze po żurawiu wodnym dwoma starymi betonowymi barierkami ochronnymi w biało-czerwone pasy, jakie kiedyś były masowym widokiem przy przejazdach kolejowych. Po jakichś 15 minutach uciekamy przed mrozem do ciepłego samochodu. Trzeba ustawić się gdzieś na szlaku zanim pociąg ruszy do Torunia. Tak w ogóle to ciekawe, czemu stoi w Sierpcu, a nie minął stacji na biegu z Płocka. Dwie opcje: chwilę przed naszym przybyciem dokonała się podmiana maszynisty,

9 stycznia 2018

Pierwsza listopadowa wycieczka na Objazdy A.D. 2017

Tego jeszcze nie grali - "Objazdy" (to powoli staje się nazwą własną) via JSL drugi raz w jednym i tym samym roku! Po kwietniowym zamknięciu fragmentu linii z Płocka na Kutno kolejne zaplanowane było w terminie 24 września - 14 października, czyli apogeum "złotej polskiej jesieni". Tym razem - w ramach budowy płockiej obwodnicy - rozebrany miał być fragment linii z Trzepowa w stronę centrum miasta i zbudowany nowy wiadukt kolejowy. Ale oczywiście, jak to w Polsce, coś nie "pykło" i termin przesunięto na o wieeele gorszy czas - najbardziej znienawidzony miesiąc roku: listopad :-( Deszcz, deszcz ze śniegiem, zimno, szaro, buro i ponuro, i do tego znacznie krótszy dzień niż w październiku. Nowy termin objazdów: 2-26 listopada. Niby trochę dłuższy niż w pierwotnym założeniu, ale co z tego... No nic, już raz Objazdy (odtąd będę je pisał z wielkiej litery, a co!) w listopadzie były (2013 r.) i całkiem dobrze je wspominam. Tylko że wówczas jeszcze pojawiały się co i rusz jakieś nowe "wozy", a od jakichś dwóch lat przewoźnicy - mowa tu głównie o Orlenie - wycwanili się i jeżdżą wahadłowo w te i we w te, głównie Challangerami (zmodernizowane we Włosienicy M62 zza wschodniej granicy - Estonia itp.). Co robi się lekko nudnawe, bo w koło Macieju te same loki się widuje. No ale nic, jak to kolega Wojciech Zbysiński trafnie ujął w memie, który zapodał na facebookowej grupie JSL, "Nie odmawia się kiedy JSL wzywa" :-D Mus jechać i basta! Tak więc pozostawało tylko wybrać termin. Ten z kolei determinowała pogoda, która w moim wypadku jest bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na decyzję o wyjeździe "na foty". Oczywiście w pierwszych dniach Objazdów - kiedy miałem urlop - aura była typowo listopadowa, czyli jak to się mówi: aż żal psa wygonić na dwór. Dla porównania, pod koniec września, w pierwszym tygodniu pierwotnego terminu, niebo było niemalże bezchmurne (ale byłyby foty, ło matko...) i do tego cieplutko. Jakiekolwiek szanse na częściowe przynajmniej rozstąpienie się chmur serwisy meteo dawały dopiero podczas drugiego objazdowego weekendu, 11-12 listopada. Co prawda domorośli meteorolodzy z telewizji i mainstreamowych portali internetowych dla mas bredzili coś o nadciągającym nad Polskę orkanie Marcin, ale dwie strony meteo, z których od dawna korzystam nie potwierdzały ichnich bzdur. Wichrowe strachy na lachy olałem więc ciepłym moczem. Postanowiłem wyruszyć w niedzielę, obawiając się że sobotnie Święto Niepodległości może nieco ograniczyć ruch na torach. Ale - co udowodnił wyjazd Radka Skibińskiego z ziomalami tego właśnie dnia - nie miało to żadnego wpływu na częstotliwość puszczania składów z rafinerii. "Kombinat pracuje, oddycha, buduje..." świątek piątek czy niedziela tak samo. W niedzielę rzekomo miała być najlepsza pogoda w ciągu ostatnich przynajmniej dwóch tygodni, tzn. miało nie padać. A pokrycie nieba chmurami miało spaść ze 100 do około 75%. Wow, szaleństwo! Postanowiłem ruszyć jeszcze ciemną nocą, tak by na miejscu być również ciemną nocą jeszcze, a w najgorszym razie o świcie. Skoro dzień trwa ledwo ponad 8 godzin, to trzeba korzystać z każdej porcji światła :) Nastawiłem budzik na godz. 3, ale byłem tak nagrzany na wycieczkę, że sam z siebie obudziłem się tuż po 2! Chyba oszalałem, w tym wieku... ;-) Jedna kawa do brzucha, dwie kolejne do termosu, coś tam przetrąciłem żeby nie jechać na pusty żołądek i ruszam punktualnie o 3. Chmur rzeczywiście mniej niż wieczorem - widać gwiazdy, co nastraja pozytywnie. Humor mi dopisywał, a dodatkowo oliwy do ognia dolewało przygrywające radio melodiami, które lubię: "Mars napada" Kazika, a zwłaszcza odśpiewany razem z Pogodno surrealistyczny song z przezabawnym refrenem "górniczo-hutnicza orkiestra dęta robi nam pa-pa-ra-raaa..." :-)) Od razu lepiej się jedzie, a naturalny o tej porze nocy sen idzie precz. Pierwszy przystanek to tradycyjnie plac ładunkowy w Płońsku. I - również tradycyjnie - pusto, ale to akurat nie dziwne, bo tor porósł dość bujnym już drzewostanem. Na marginesie, brak możliwości rozładunku wagonów bynajmniej nie zniechęcił klientów do sprowadzania towaru wagonami. Jacy wredni, no! ;-) Kolej na głowie staje, "piniondzie" wydaje, żeby wygasić popyt, a te cholerne małpy nic nie "rozumiejo" i uparcie zamawiają dostawy węgla i kruszyw. Do rozładunku wykorzystuje się obecnie bocznicę Przedsiębiorstwa Robót Drogowo-Mostowych, co generuje potężne korki blokujące nawet ruch na drodze krajowej nr 10 do Bydgoszczy. Pociąg bowiem trzeba dzielić i partiami wpychać wagony do zakładu, a to wymusza zamykanie szlabanów na ulicy wiodącej do miasta. No ale to materiał na inną opowieść, którą być może napiszę. Dobrze że nie zamarudziłem za długo na tym placu, bo wyjeżdżając zeń minąłem się z "pałami" wjeżdżającymi tam na rekonesans. Wiadomo co by im z nudów do łbów strzeliło? Tracenie czasu na jakieś kontrole potrzebne mi było jak dupie czyrak. Jadę dalej. Między Kaczorowem a Raciążem na przejeździe z bocianim gniazdem na słupie przepuszczam szynobus do Nasielska. Oprócz kierownika wewnątrz przyuważyłem całych dwóch pasażerów - zapewne kolejarzy jadących do roboty w węźle warszawskim. Niezwykle opłacalny kurs... No, ale darowanej dotacji nie zagląda się w zęby, nieprawdaż? Po paru minutach (wybiła 4:30) melduję się już w Raciążu. Kurde, coraz bardziej stacja zarasta krzunami oddzielającymi ją od biegnącej wzdłuż drogi. Kiedyś z daleka widać już było wagony stojące na stacji, a dziś trzeba do nich dojechać żeby je zobaczyć. W każdym razie stał skład węglarek, a na torze obok tandem niebieskich loków Depolu pod postacią Ludmiły 231-063 i Tamary 065. Niestety, stały w totalnej ciemnicy, że o zdjęciu nawet nie było co myśleć. Dałem więc tylko cynk na FB i ruszyłem dalej. W Sierpcu jak zwykle przejeżdżam przez przejazd na wyjeździe w stronę Płocka i Nasielska żeby rzucić okiem w prawo na stację. Świateł lokomotywy brak. Przejeżdżając wzdłuż stacji dostrzegam dwa długie składy gruszek - jeden na torze przy placu ładunkowym, drugi na bocznym torze stacyjnym. Natomiast od strony Torunia bije jakaś dziwna biała łuna. Wjeżdża coś aby? Przyspieszam co by sprawdzić. Rzeczywiście, szlabany opuszczone, wściekle białe światło lokomotywy rozświetla okolicę i semafor bez podanego wjazdu. A to ciekawe. Dlaczego w środku nocy nie podano wjazdu skoro od drugiej strony nic innego nie wjeżdża, co mogłoby wykluczyć ułożenie wolnej drogi dla składu od zachodu? Jeszcze bardziej dziwnie robi się, gdy rogatki nagle unoszą się by przepuścić jeden samochód! Ja również zresztą korzystam z tej niespodziewanej okazji żeby przejechać na drugą stronę. Ale nie rozpoznaję typu lokomotywy, bo stoi zbyt daleko od semafora no i oślepia mnie reflektorami. Zaraz po moim przejeździe szlabany idą w dół a radyjko skrzeczy, że "mechaniku, podajemy wjazd". Wiedziony żądzą zaspokojenia ciekawości co też tu wjeżdża, skręcam na dawny parking przy wyburzonej szopie, skąd będę miał widok na wtaczający się pierwszy tego dnia (nocy) skład. Wnioskując po LEDowo białych światłach spodziewałem się jakiegoś w miarę nowego loka na czele, np. Traxxa z Lotosu. Jakież więc było moje zaskoczenie gdy okazało się, że to luźny Gagarin z Koltaru (z Grupy Azoty). Dyżurny jakieś dziwne akcje odczyniał (mam swoje podejrzenia...), bo po tym jak luzak nie dostał na dzień dobry wjazdu, teraz nie miał też wyjazdu, a według mnie nic nie stało na przeszkodzie żeby przeleciał stację na biegu. No ale mnie tam tylko w to graj. Nawet zdążyłem rozstawić statyw i pół do szóstej z minutami dziabnąć M62-1077 z bokowca. Po czym uniosły się dwa ramiona semafora wyjazdowego D i kołomna czym prędzej odjechała do Płocka. A ja udałem się w przeciwnym kierunku licząc na to, że coś podąża od Torunia. Bo