Wróciłem z półtoratygodniowego gagarinobrania w jednym kawałku, niestety z pustym portfelem, do czego walnie przysłużyły się dwie awarie mego bolidu. Skutkiem tego pobyt mój w chojnickim zagłębiu gagarinowym musiał zostać nagle i brutalnie przerwany. W sumie jednak nie mogę narzekać. Zwłaszcza jestem zadowolony z pierwszego tygodnia, kiedy to dopisywała pogoda, co zaskutkowało żywymi w barwy fotkami. W drugim tygodniu nadeszły chmury, a wraz z nimi deszcz, wiatr i przenikliwy ziąb, co nieźle dawało w kość jako że nocowałem pod namiotem. Ale jedźmy po kolei! Oto, com widział i przeżył:
DZIEŃ 2, niedziela Toruń - Świecie - Bydgoszcz – Inowrocław
Obudził mnie ryk gagarina wyjeżdżającego z grupy towarowej w kierunku dworca! Zebrałem się szybko i ruszyłem do Terespola Pomorskiego na bocznicę do tamtejszej "celulozy", czyli Frantschach Świecie SA. Dokąd się dało jechałem drogą wzdłuż linii z Chełmży. Przed Łysomicami trafiłem na zieloną SU45-168 z Bipą z Grudziądza. Przed Chełmżą poczekałem jeszcze na pociąg powrotny. Z półgodzinnym opóźnieniem wjechała żółta SU45-131. Przed godz. 15 zajechałem do Terespola. Miałem fart, bo trafiłem akurat na manewry ST44-651, który został podczepiony do towaru z gdyńskim bykiem 630 i przestawiał cały skład z jednego toru na drugi. A dymił przy tym, że hej! Później podpięto go do towaru już do papierni. Pierwszym wagonem za lokomotywą był „simplus”, co ładnie komponowało się z gagarinkiem. Pogadałem sobie chwilę z mechanikiem i dowiedziawszy się o której pociąg odjedzie poszedłem obfocić piękną, starą stację.
Potem ustawiłem się koło wiaduktu nad drogą na stację odchodzącą od drogi nr 240 (z Tucholi). Tam bowiem przy nasypie pasła się krowa. Dzięki niej właśnie zrobiłem jeden z długooczekiwanych obrazków, tj. gagarin i mućka na jednej focie (Remik! Zostały się zatem jeszcze gag + stogi zboża i rzepak :-) Gagarin nie dojeżdża do samej "celulozy", lecz tylko do ichniej stacji manewrowej, na końcu której jest tabliczka "kres jazdy lokomotyw PKP". Długość bocznicy, po której smerfuje gagarin jest naprawdę króciutka, tak na oko to ze 2-3 km raptem. Następnie pojechałem rzucić okiem na słynny wiadukt węglówki nad Wdą. Ładny, nie powiem, robi wrażenie, ale fotki jakowoś nie zrobiłem. Pod wieczór dojechałem przez Bydgoszcz do Inowrocławia. Bez obrazy, inowrocławianie, ale jest to bez wątpienia najbrzydsze miasto w jakim byłem podczas całego wyjazdu - brud, syf, budynki się sypią feeee :-( Do tego zero campingu, czy nawet pola namiotowego. Dwa czy trzy hotele z cenami dla biznesmenów, zero miejsc noclegowych w uzdrowiskach i dopiero na południe w stronę Konina, już za miastem trafiłem na hotelik turystyczny (mocno turystyczny).