15 maja 2005

Polowanie na CZERWONY PAŹDZIERNIK

Jak to zwykle bywa także i tej wycieczki specjalnie nie planowałem. Ot, obudziłem się w sobotę, łyknąłem dwa Apapy na kaca i lekki ból głowy po zakończonej kilka godzin wcześniej imprezie u znajomych, i stwierdziwszy że słonko świeci, a ja nie mam nic lepszego do roboty – podjąłem błyskawiczną decyzję (typowy sponton) udania się do swej „Mekki”, serca JSL-ki, czyli krótko mówiąc – do Sierpca.  Od ubiegłego już roku rozkład pociągów towarowych na zachodnim odcinku JSL jest bardzo przyjazny, bo nie trzeba się zrywać o dzikiej porze i jechać do Sierpca po nocy, jak to miało miejsce w nieodległej przeszłości. Teraz można się wyspać w sobotę jak normalny biały człowiek i ruszyć z Warszawy około godziny 9, by spokojnie zdążyć w okolice Lipna, gdzie towar TLJS 51870 według planu melduje się około 10:50. Szczerze mówiąc nużą mnie schematy. A takim właśnie stała się jazda samochodem (no, może nie do końca samochodem, lecz przerośniętą kosiarką) do Sierpca i dalej. Droga wygląda bowiem zawsze tak samo, schematycznie. Najpierw więc mamy nieprawdopodobnie nudną jazdę szosą gdańską do Płońska, tu zaliczamy tradycyjnie rzut oka na stację gdzie nic się nie dzieje... Potem już wprawdzie ciekawsza szosa wzdłuż toru do Zawidza przez Raciąż, lecz przejechanie nią po raz nie wiem już który, również nie przynosi większej ekscytacji. Zwłaszcza o tej porze roku gdy nie ma ruchu towarowego, o osobowym nie wspominając... Jedyne na co można zwrócić uwagę to czy stoi jeszcze ruina dworca w Koziebrodach czy już nie. Jeszcze 23 kwietnia istniał i zrobiłem mu wówczas pożegnalne dokumentalne fotki. Teraz trochę za późno rzuciłem nań okiem, bo zamyśliłem się nad czymś, ale jak się obejrzałem przez ramię za siebie, to zdało mi się, że już go nie ma... Ale to informacja powiedzmy że nie w pełni wiarygodna. Za dwa tygodnie sprawdzę to dokładnie, bo znów wówczas będę jechał do Sierpca. Odcinek Zawidz – Sierpc to dla zniecierpliwionego kierowcy prawdziwa męczarnia, ostatnie kilometry są najgorsze. Bo człowiek już czuje, że jest u celu, ale jednak nie do końca. A tu trzeba się wlec szosą bydgoską za jakimś TIRem albo innym Autosanem PKS-u... Na szczęście trudy podróży zawsze wynagradza mi Sierpc! :-) Mimo niewątpliwemu upadkowi tej niegdyś tętniącej życiem stacji, Sierpc nadal funkcjonuje! Ledwo zipie, ale jednak coś się dzieje. Niby nic a jednak działa i zawsze mnie czymś zaskakuje :-) Tak było i tym razem. Na początku obecnością dwóch członów Bipy! Ostatnimi bowiem czasy spotykałem albo zwykłe przedziałowe klasy albo Bohuna. A tym razem Bipa. Żeby jednak nie było zbyt słodko, były to wagony... żółto-niebieskie :-(  Ohydztwo! Cóż, no trudno – zawszeć to jakieś urozmaicenie – Bipy w takim malowaniu jeszcze na JSL-ce nie widziałem na żywo. Bo na zdjęciach i owszem – kilka tygodni wcześniej kilka ujęć z Sierpca przysłał mi Marcin Kulinicz (dzięki jeszcze raz Marcinie!). Wówczas z Bipą jechała SU45-141 (ostatnie żółte czoło w Grudziądzu). Na innych zaś zdjęciach Marcin popełnił manewry orlenowskiego M62-2984 w kolorze intensywnie czerwonym! Nie ukrywam, że chęć zobaczenia tego cudaka była dla mnie silną motywacją :-) Póki jednak co, oprócz spaskudzonej Bipy parkującej przy nastawni dysponującej, przy szopie stały SU45-210, ST43-347 i jakaś stonka. Czyli standard niewarty zatrzymywania się. Szopę minąłem więc na biegu, bo czas zaczął już naglić, a ja miałem zamiar jednak napotkać gdzieś poranny towar. Wybór mój padł na motyw, na który zawsze jakoś nie mogłem się zdecydować z racji jego trudnej dostępności. Z daleka go tylko kilka razy widziałem i obiecywałem sobie bliżej przyjrzeć później. Nadeszła wreszcie pora by skończyć z tym „później”! Motyw ów znajduje się pomiędzy przystankami Koziołek i Podwierzbie, i jest to łuczek w przekopanym małym pagórku. Fajnie się słupy teletechnicznie wspinają na górę przekopu i pomyślałem, że może to na zdjęciu fajnie wyglądać, zwłaszcza gdy użyć teleobiektywu. Podjechałem więc polną drogą w okolice pagórka, przebrnąłem kilkaset metrów zaoranym polem do toru i... rozczarowałem się okrutnie. No ni kuta nie dało się ustawić tak by rozsądne zdjęcie dziabnąć. Chodziłem, zglądałem i nic nie wymyśliłem. Na koniec pogodziłem się z faktem, że mimo całej swej kombinatoryki nic tu nie wyrzeźbię. Cóż, czasami są takie miejsca, że pozornie wyglądają miodnie, lecz w konfrontacji z rzeczywistością ich urok blednie. Dlatego też nie zaznaczam sobie długopisem motywów na mapie jadąc pociągiem, jak ma to w zwyczaju jeden z Delegaturowiczów he he ;-) Wróciłem więc do kosiarki umorusany błockiem z pola jak nieboskie stworzenie i pojechałem szukać innego miejsca na fotkę. Koniec końców nie znana mi wcześniej polna droga doprowadziła mnie do Koziołka, a mówiąc dokładniej – na wyjazd ze stacji w stronę Sierpca, w miejsce gdzie dziś zostały tylko resztki fundamentów nastawni wykonawczej Kz1. Mała to była nastawienka, po zachowanym układzie fundamentów wnoszę, że bliźniacza do nadal istniejącej w Skępem. Rozlokowałem się więc i czekam cierpliwie na pociąg, rozglądając się po okolicy dla zabicia nudy. Niedaleko toru ktoś ma gospodarstwo. Nawet widzę tego „ktosia” w niebieskiej koszuli jak łazi po swym polu raczej bez bliżej określonego celu. A to coś tam z ziemi podniesie, a to na pasące się krowy okiem zerknie i tak kluczy, meandruje niczym rzeka. Gościu wyraźnie płynie w moją stronę :-) W końcu przycumował koło mnie i zagaił rozmową, bo zdumiony był niepomiernie, że tak stoję na przejeździe zamiast przezeń przejść i pojechać w siną dal. Jeszcze mu to się przez prawie 30 lat jak tu żyje nie zdarzyło, żeby ktoś zabawił dłużej niż kilka sekund na przejeździe kolejowym. No to mu wyjaśniłem, że istnieją tacy „porąbańcy” jak miłośnicy kolejnictwa. To już mu całkiem kopara opadła! Rozszerzyłem mu światopogląd he he :-) Potem on w rewanżu opowiedział o sobie – okazało się, że swego czasu był na PKP robotnikiem i jak się łatwo domyśleć pracował na stacji, przy której mieszkał. Zachęciłem go do wspomnień. Ten tylko na to czekał i czym prędzej włączył tryb wspomnieniowy. Nasłuchałem się więc jak to na mijance pociągi towarowe czekały na osobówki, jak to pędnie z nastawni wykonawczej wychodziły, gdzie szlabany były a gdzie latarnie i takie tam... Miło się gadało, no ale w końcu pojawiły się na horyzoncie trzy światła. Rumun :-( Ale kolory jego jakieś takie inne niż u dotychczas widywanych, zwłaszcza czołownica intensywnie czerwona, niepodobna do 201, 347 czy 395. Wlókł się jak żółw – nic dziwnego, że złapał kilkadziesiąt minut opóźnienia. W końcu doczłapał do mnie, pstryknąłem zdjęcie i jak mnie mijał odczytałem na burcie numer 407 – o nieee, to już czwarty :-(((  Za nim wygaszona SM42-003 ze śpiącym królewiczem na miejscu mechanika ;-) a następnie aż 47 wagonów. Na końcu platforma a tak to same beki. Skład się przeturlał, pożegnałem się z sympatycznym interlokutorem i pojechałem do Sierpca. Mimo sporego nadkładania drogi byłem pewien, że na stacji będę pierwszy – gagarina bym nie prześcignął, ale to barachło to bym na hulajnodze przegonił. Zainstalowałem się na górze przekopu kilkadziesiąt metrów przed semaforem wjazdowym i tu skład dziabnąłem po raz drugi. Na swoje szczęście rumun dostał semafor toteż tym razem uniknął kompromitacji (opisanej w styczniowej relacji) i siłą rozpędu wtoczył się do Sierpca. Tu pociąg zatrzymał się, by wyczepić zeń stonkę. Manewry loków stały się podstawą poczynienia ciekawej obserwacji. Mianowicie z wielkim zaskoczeniem stwierdziłem, że oprócz tego, że mechanicy porozumiewali się z nastawnią dysponującą drogą radiową, to dyżurny przepisowo podawał sygnał Z2 (jazda dozwolona) na... tarczy zaporowej kształtowej!!! Kurde, nigdy się im nie przyglądałem specjalnie myśląc, że są nieczynne a manewry prowadzone są na gębę, jak to podsłuchiwałem przez radio, czyli: „Romuś, można tą rumunką jechać?” „Można, Kaziu – jaaadź!” A tymczasem – proszę bardzo, tarcze zaporowe kształtowe nadal funkcjonują, podobnie zresztą jak tarcze manewrowe (ale o tym wiedziałem wcześniej). Stonka odjechała sobie na tor pod szopę, a rumun podczepił z powrotem do składu i po chwili zgłosił gotowość jazdy. Drogę przebiegu dyżurny ustawił torem najbliższym przy budynku dworca. Pożegnalną fotkę zrobiłem mu stojąc na skraju peronu w momencie wchodzenia loka w pierwszą ze zwrotnic. Chwilę potem dyżurny przez radio spytał maszynistę czy uczesał się do zdjęcia :-) Ten jednak coś nie w sosie był (kto by był musząc jechać rumuńskim złomem...?) i odburknął tylko, że „taaaa” ;-) Była godzina pięć po dwunastej i nie zanosiło się, by przez najbliższe kilka godzin miało się coś dziać. Zjadłem więc śniadanie i pojechałem do Szczutowa (dawna stacja na linii Sierpc – Brodnica), by poszperać w papierach walających się w „rozwalonym” budynku – jak mi doniósł Marcin Kulinicz kilkanaście dni wcześniej. Oczami wyobraźni widziałem ruiny dworca niczym we Wkrze i cholera ciężka mnie brała. Tymczasem zajechawszy na miejsce stwierdziłem z ulgą, że dworzec stoi jak stał dwa lata temu, a jedyne co się zmieniło na gorsze to wyważone drzwi przez wandali i zdemolowane wnętrze. Papiery owszem walały się po podłodze, ale poza 9-stronicowym „Biuletynem przeciwwypadkowym za 1982 r.” nie znalazłem w nich nic ciekawego z punktu widzenia kolejowej archeologii. Biuletyn wziąłem by przekazać go Sławkowi Fedorowiczowi – niestrudzonemu poszukiwaczowi takich kwiatków :-) Niestety, nie znalazłem żadnych starych biletów kartonowych, ale to nie znaczy że ich tam nie ma – po prostu nie szukałem we wszystkich zakurzonych kątach. W każdym razie na widoku ich nie było, a przewalać wszystkiego do góry nogami zwyczajnie mi się nie chciało. Zdecydowanie wolałem pobyć na słoneczku i świeżym powietrzu :-)) Dwa lata temu wszystkie szyny były całkowicie zardzewiałe, jednak teraz oko cieszy jeden tor wyślizgany kołami pociągu z Lotosu! Z poczuciem, że jednak nie wszystko jeszcze stracone wróciłem do Sierpca. Ale nie najprostszą drogą. Mając dużo czasu postanowiłem przejechać się polnymi dróżkami, którymi dotąd jechać nie miałem okazji. Taką na przykład drogą jest 539 odchodząca od szosy bydgoskiej w lewo we wsi Blinno. Zaczyna się nieźle, bo asfaltem. Ale nic co dobre nie trwa długo, toteż po kilkuset metrach wjeżdżamy na żwirówkę. Im dalej tym gorzej – potem kończy się nawet żwir i jedziemy zwykłą polną ścieżką. Drogowcom nie przeszkadzało to jednak oznaczyć ją dumnym numerem na żółtym tle na drogowskazie w Blinnie. Oczywiście szybko tracę orientację, bo co i rusz odgałęziają się od niej inne dróżki nie różniące się szerokością, toteż nie wiem czy nadal jadę „drogą z pierwszeństwem” czy już gdzieś pojechałem w redliny. Głupio mi jednak zawrócić, bo to by oznaczało przyznanie się do błędu. Kluczę więc dalej zdając się już tylko na ogólne pojęcie gdzie jest wschód a gdzie zachód. Wiem tylko, że aby kierować się na Sierpc muszę jechać na wschód, bo „tam musi być jakaś cywilizacja” :-D Całe szczęście, że nie goniłem żadnego pociągu, toteż obeszło się bez nerwów, przejażdżkę potraktowałem na luziku, ot jako taką wycieczkę krajoznawczą po urokliwych terenach Mazowsza. W końcu dotarłem do znanej mi drogi asfaltowej nieopodal miasteczka Gójsk i wróciłem nią na szosę bydgoską. W Sierpcu nic nie uległo zmianie – ani nic nie przyjechało, ani też żadna lokomotywa nie ubyła – słowem: nic mnie nie ominęło. Po chwili natomiast zadzwonił szpieg z działki koło Wkry (w sensie tata), że właśnie przejechał Lotos w stronę Płońska w składzie dwie stonki, jeden wagon gruszki (żółte malowanie!) i kilkanaście brązowych beczek. Podjąłem więc decyzję wyjechania mu naprzeciw. Ulokowałem się na szlaku Zawidz – Mieszaki, na takim urokliwym łuczku w mini-przekopiku o skrajach porośniętych świerkami. Jest to miejsce raczej trudno dostępne, z tego względu rzadko odwiedzane. Miałem świadomość, że zrobię Lotosowi tylko jedno zdjęcie bo nie ma szans prześcignięcia go przed niedalekim Sierpcem. Nie na ilość jednak, lecz na jakość się nastawiłem i mam nadzieję, że nie będę tego żałował. Po jakichś 40 minutach czekania strzeliłem fotkę SM42-2355+2223 z 15 wagonami i wróciłem do Sierpca. Myślałem, że nastąpi szybka wymiana drużyn trakcyjnych i pociąg ruszy w dalszą drogę do Brodnicy. W takim przekonaniu utwierdził mnie fakt zamknięcia mi przed nosem rogatek przy nastawni wykonawczej SC2 chociaż Lotos stał nieopodal szopy. Zaparkowałem więc kosiarkę koło szlabanu i poleciałem przed semafory wjazdowe z Sierpca i Brodnicy. Zanim jednak wspiąłem się na wzniesienie mającego tu początek przekopu ku memu olbrzymiemu zaskoczeniu w słuchawce usłyszałem „81580 przed tarczą, można podawać wjazd”! O kuuurde – jedzie dodatek ze Świnoujścia. I rzeczywiście po sekundzie uniosły się dwa ramiona semafora wjazdowego od strony Torunia zaś z oddali dało się słyszeć jakże słodkie nnuuuuummmm... GAGARIN!!! Ha, tląca się iskierka nadziei buchnęła żywym płomieniem :-))) Czym prędzej zmieniłem stanowisko i już po chwili w wybrany kadr wjechał ST44-1110 z charakterystycznych dla pociągu TMZS 81580 relacji Świnoujście SiA – Płock Trzepowo jednolitym składem czarnych beczek. Jeszcze przed semaforem mechanik starał się porozumieć przez radio z dyspozytorem czy ma dalej jechać do Płocka czy nie. Dyspozytor jednak gdzieś wybył i odpowiedzi udzielił dyżurny ruchu. Wynikało z niej, że Trzepowo się zapchało i nie przyjmuje więcej pociągów. Dlatego też gagarin ma się odpiąć i zjechać na szopę. Tak też się i stało. No, myślę sobie – zaraz na bank odjedzie Lotos. Czekam i czekam a tu nic – stonki wygaszone a mechanicy siedzą sobie na zielonej trawce. O, jeden właśnie wchodzi do maszyny, pewnie zaraz ją odpali. A tymczasem:
- panie dyżurny, pan mi podpowie czy Orlen to już wyjechał z Trzepowa czy nie?
Chwila przerwy i:
- nie, jeszcze nie
- dziękuję
- proszę.
O kurde – „czy Orlen...?” – no jak nic mowa o czerwonym gagarinie!!! Lotos na niego będzie czekać :-) Trzeba mu zatem wyjechać naprzeciw. I tak zrobiłem, ale najpierw strzeliłem SU45-210 ruszającą z niebiesko-żółtą Bipą do Torunia. Hmmm... całkiem spory ten ruch jak na wymarłą stację, nieprawdaż?! :-) Pościg za osobowym olałem i pojechałem do Suska. Nigdy nie byłem na peronie tego przystanku, ale przekonałem się ze zdjęcia Sławka Fedorowicza, że nadal istnieje tam tablica z nazwą przystanku. Postanowiłem dziabnąć przy niej pociąg Orlenu. Po dotarciu na miejsce okazało się, że nie tylko że istnieje tablica ale nawet ocalał budynek dworca. Budynek to może za duże słowo... Lepsze będzie budyneczek, a konkretniej – ruina budyneczku. Tyle dobrego, że dach się ostał jeszcze. Z pobieżnej lustracji wnętrza odniosłem wrażenie, że kilkanaście lat temu, a więc wcale niedawno, przechodzić musiał remont. Kafelki w kiblu nosiły znamiona nowoczesności (rzekłbym że z początku lat 90-tych) w odróżnieniu od siermiężnego wystroju łazienek w innych ruinach jak chociażby w Szczutowie, w sierpeckiej lokomotywowni czy w nastawni w Baboszewie, które miałem nieprzyjemność oglądać. Przypomniało mi się jak to kiedyś znajomy mechanik pan Edzio wspominał, że ruch z Płocka do Brodnicy został zamknięty niedługo po remoncie linii. Czyżby wraz z remontem torowiska modernizacji uległo wnętrze dworca w Susku? Może ktoś z Was wie coś więcej, albo może wskazać źródło skąd mógłbym się tego dowiedzieć? Bardzom tego ciekaw! Już miałem wracać do samochodu gdy wtem z oddali dało się słyszeć już drugi raz tego dnia urocze NNNUUUUUMMMM, które dało mi kopa na rozpęd. Czym prędzej wróciłem na wcześniej upatrzone miejsce, czyli na przejazd przez tory. Stąd bowiem idealnie mogłem ściągnąć przez trelemorele ;-) budyneczek dworca z lewej, w środku pociąg, a po prawej domki we wsi. I tak zrobiłem, a w roli głównej obsadziłem M62-1703 w barwach Rewolucji :-) Za nastawnikiem siedział jakiś młodziak, natomiast na miejscu pomocnika starszy jegomość. Przypuszczam, że mechanik dał poprowadzić maszynę jakiemuś czeladnikowi. W każdym razie chłopak mocno się starał, bo obtrąbił mnie solidnie (ach – co za muzyka!) i bata też nie żałował. Chwilę później zrównałem się z nim a prędkościomierz wskazywał 60 km/h. Potem chyba nawet przyspieszył, bo dorwałem go dopiero przy semaforze wjazdowym koło browaru. Cyknąłem fotkę i pojechałem na szopę. Przy nastawni dysponującej minąłem SU45-154, która jak mnie nie było przyjechała z osobówką z Torunia również z dwoma członami niebiesko-żółtej Bipy. Swoją drogą 154 to kolejny bonusik tego dnia. Jeszcze jej na oczy na JSL-ce nie widziałem, a jak teraz sprawdziłem notatki, to okazało się, że jeszcze niecały rok temu była na stanie Nowego Sącza. Teraz jednak miała elegancko wymalowany nowy przydział do bydgoskiego zakładu taboru :-) W tym czasie „Czerwony Październik” dojechał na sąsiedni tor do Lotosa i stanął czoło w czoło równo z pierwszą stonką. Zacząłem kombinować fotę taką: z prawej ST44-1110, bardziej w lewej w oddali Lotos i M62, jeszcze bardziej po lewej czarne beki pociągu 81580. Chodzę, kręcę się, wybieram, w końcu znalazłem sobie miejsce. Podnoszę aparat i w tym momencie zza czarnych beczek wyłania się manewrująca SU45-154 :-) PSTRYK! Noo ludzie – to już nadmiar szczęścia, cztery loki na rzekomej stacji widmo! Tylko trochę parameter zaczął robić się nikczemny za sprawą nadciągających chmur wysokiego piętra... Ale nie na tyle zły żebym nie dziabnął ruszającego na manewry czerwonego gagarina :-) Lok następnie podjechał na sąsiedni tor do czarnych beczek i mechanik zabrał z ostatniego wagonu końcówki pociągu. Chwilę potem na manewry ruszyły stonki. Piętnaście wagonów dołączyło wkrótce do składu przyciągniętego przez M62-1703. Mechanicy z trzech lokomotyw zebrali się następnie na pogaduchy, widać nikomu się nigdzie nie spieszyło. Ja tymczasem w ramach ładowania swych akumulatorów na przyszły tydzień posiedziałem chwil kilka przy burcie błyszczącego nowością gagarina wsłuchując się w kojącą muzykę pięknie wyregulowanego silnika 14D40 :-) Na odjazd obu pociągów nie czekałem, bo po pierwsze parameter zepsuł się do końca, a po drugie byłem umówiony z pewną białogłową... :-) I tak byłem spóźniony dobre półtorej godziny, więc wolałem nie przeciągać nadmiernie struny. Na tym kończę majowy raport z JSL-ki dziękując zarazem tym z Was, którzy nie zasnęli przy jego lekturze ;-)    

2 komentarze:

  1. Całkiem niezłe pociągi zapinali na te romany...

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba tylko po to aby udowodnić, że sobie z takimi ciężarami nie radzą i tym sposobem doprowadzić do powrotu gagarinów ;-))
    Zdania wśród mechaników były podzielone - jeden wyrażał się o rumunach jak o najgorszych, a inny z kolei sobie chwalił. Więc nie wiem w sumie, czy było to zależne od sprawności danej maszyny (swoje latka miały...), czy od umiejętności danego mechanika. Pewnie i od tego, i od tego :)

    OdpowiedzUsuń

Wal śmiało!