Na początku ubiegłego tygodnia przeczytałem na p.m.k post
M@teja, w którym poinformował o obecności w Toruniu zwiastuna zagłady
gagarinów, czyli „rumuna”. Bodajże w czwartek zadzwoniłem do pana Edzia (dla przypomnienia:
znajomy maszynista z Sierpca) czy potwierdza tę informacje. No i niestety
potwierdził :-( Mało tego, zeznał, że Rumun już jeździ, prowadząc rozkładowe
brutta z Orlenu! Wprawdzie sam go jeszcze nie dosiadał, ale z wrażeń kumpli
mówił, że uważają go za (gagariniarze – nie padnijcie) maszynę lepszą i
mocniejszą od ST44! Stanowczo zaprzeczył jakoby nie dawał sobie rady z ciężkimi
bruttami. Według jego słów jest wręcz przeciwnie! Rumun weźmie cięższe
brutto... Co nowe zdanie pana Edzia to ja się coraz bardziej załamywałem. A jak
dodał, że będą ich wkrótce 4 sztuki, to się omal nie popłakałem :-( Cała
nadzieja w tym, że Rumun jest bardziej wrażliwy od gargulca – bardziej
skomplikowane bebechy, wszystko na elektrykę działa i tak dalej. Może się więc
rozsypia jak o nie niedostatecznie dbać... Czepnąłem się tej nadziei jak tonący
brzytwy ;-) Na koniec konwersacji pan Edzio zachęcił mnie żebym przyjechał do
Sierpca póki jeszcze są gagariny, skoro tak je lubię. No i zaprosił mnie po
odbiór książki o parowozach, o której wspominał podczas naszej wspólnej jazdySU45-034 do Nasielska >>>. Dwa razy mnie do Sierpca zapraszać nie trzeba! Jako że
odcinek JSL-ki okołotoruniowy mam obcykany dość słabo (w odróżnieniu do
fragmentów bliższych Sierpca i Nasielska), to postanowiłem wybrać się na
dwudniowa eskapadę z nocowaniem w Toruniu. A ponieważ większość delegatury nie
mogła jechać, to na wycieczkę zaprosiłem swoją koleżankę Justynę (Chester, Ufo –
to ta sama co z nią byłem u Ciebie).
DZIEŃ 1 – SOBOTA 15 marca 2003 r.
Wyruszyliśmy z Warszawy kilka minut przed godzina dziewiątą. 60 kilometrów później spotkaliśmy się z osobówką z Nasielska, którą widać doskonale z szosy gdańskiej przed Płońskiem. Ale nie spieszyłem się z fotami, bo prawdę powiedziawszy to na odcinku do Sierpca trudno mi już wyczaić jakiś ciekawy motyw. Praktycznie wszystkie mam już uwiecznione na kliszy.




DZIEŃ 2 – NIEDZIELA 16 marca 2003 r.
Obudziliśmy się kwadrans przed 8. Za oknem świata spod mgły nie widać. Zubilewicz jak zwykle nakłamał wieczorem dnia poprzedniego, mówiąc, że przed południem lekkie zachmurzenie i pogodnie, zaś po południu zachmurzy się bardziej. Z niego to naprawdę jest kłamczuch recydywista! Przecież było dokładnie na odwrót... Ale nie uprzedzajmy faktów. Widzę mgłę i co? Nic, wszak we mgle pociągi po JSL-ce też jeżdżą, więc trzeba to uwiecznić. Żadna przeszkoda. A nawet pewne udogodnienie – przynajmniej tak bardzo nie widać ziemi burej, pozbawionej już śniegu, lecz jeszcze bez zielonej traffki ;-) Przejechałem wzdłuż Kluczyków w poszukiwania dachu gagara przygotowanego do odjazdu do Sierpca, ale niczego w tym mleku widać nie było. No to postanowiłem pocykać osobówkę. Na pierwszy motyw wybrałem sobie semafory wjazdowe stacji Toruń Miasto od strony Torunia Wschodniego.
W miejscu tym jest łuk w głębokim przekopie.
Pięć po dziewiątej ze spowitego mgłą łuku wyłoniła się SU45-034, fotencje
pstryknąłem, potem jogging do samochodu i dzida w dalszą drogę. Ledwo co
zdążyłem przejechać przez przejazd kolejowy na wyjeździe z Torunia i wyszedł ze
swej budki pan dróżnik co by opuścić szlabany. Wprawdzie sierżantów tam nie ma,
ale myślałem że pociąg troszkę zwolni tak na wszelki wypadek. Ale nic z tego –
mech zadowolił się symfonią na trąbkę i gwizdek wcale nie zwalniając.
Przeciwnie, jeszcze ostrzej przymaZrutowal ;-) I znowu sprint do wozu i heja za
pociągiem. Następny autostop wykonałem w Dobrzejewicach. Tym razem jednak nie
na peronie tylko już za przystankiem, przy drugim przejeździe przez tory.
W
miejscu tym bowiem tuż przy torze stoi jasnobeżowy krzyż. Fotkę skomponowałem w
ten sposób, że po lewej części zdjęcia krzyż wypełnią całość kadru, zaś
lokomotywa jakby w niego wjeżdża. Na następny postój wybrałem sobie Ograszkę,
lecz nie zdążyłem za pociągiem.
Podobnie spóźniłem się do Konotopia. Dorwałem
go dopiero za Lipnem przy tarczy wjazdowej od strony Karnkowa. Dalej już mi się
go ścigać nie chciało, bo wjechał w tereny mocno już przeze mnie obstrzelane na
licznych wcześniejszych wyjazdach. Zamiast tego wróciłem do Konotopia, gdzie
postanowiłem poczekać na ewentualnego gagarka z Torunia. Budynek stacji położony
jest dokładnie we wsi, dosłownie tuż po drugiej stronie torów jest szkołą (tak
przynajmniej to wygląda). Czyli nie żadna tam głusza jak w Czermnie, tylko
teren zabudowany. Nie znaczy to jednak, że stacja wygląda kwitnąco. Wręcz
przeciwnie – ruina jak Wkra :-( Po podłodze walają się jakieś stare papierzyska
(m.in. wykaz sprzedanych biletów, podarta plansza z symbolami kolejowych wskaźników),
a wszystko obsypane potłuczonym szkłem okien. Do środka weszliśmy przez okno
właśnie. W piwnicy domu lodowisko, poza tym żadnych innych atrakcji. No poza
starą blaszaną tabliczką "kasa biletowa" znalezioną pomiędzy
papierami, która od niedzieli zdobi ścianę mojego pokoju :-) Jej wywiezienie
traktuję jednak jako jej u r a t o w a
n i e! Tymczasem zrobiła się godzina 11 i zacząłem się zastanawiać nad sensem
dalszego kwitnięcia w tym Konotopiu. No bo na gagara z Torunia większych szans
już nie było. Wszak gdyby jechał, to do Sierpca powinien zameldować się przed
wyjazdem osobówki o 11:40. Mogło też być i tak, że pociągi skrzyżują się w Skępem,
ale to raczej mniej prawdopodobny scenariusz. Z obserwacji wynika, że sprawdza
się on tylko w przypadku gdy gagar wraca do Sierpca luzem, a jednocześnie
jedzie mu naprzeciw brutto z Płocka. Zamiast się więc głowić nadaremno wykonałem
telefon do niezastąpionej pani Stasi, która zakomunikowała, że w Toruniu jest
ST44-651, który w nocy prowadził towar z Orlenu, ale wracać na razie nie ma
zamiaru. Natomiast z Płocka i owszem – o 10:46 ruszył towar z ST44-1109 na
czele. Wkrótce powinien dotrzeć do Sierpca, gdzie poczeka na odjazd osobówki i
pół godziny po niej ruszy w dalszą drogę. Dodała też, że chłopaki majstrują
przy Rumunię co by robił za popych. Ale nie wiadomo jeszcze czy pojedzie.
Zapowiedziałem jeszcze tylko, że wpadnę do niej z kurtuazyjną wizytą około 18
gdy będzie kończyła służbę, podziękowałem za informacje i ruszyłem do Skępego.
A co do tego rumuna, to w takiej roli to ja go widzę! Taaa niech se popycha,
wszak "rumun na popychu – gagarowi lżej!". Ale wara od ciągnięcia
pociągu! :-))) Zajechawszy do Skępego stwierdziłem, że w ciągu ostatnich dwóch
tygodni na stacji pojawiły się nowe pryzmy deputatu węglowego oraz kilkanaście
nowych drewnianych podkładów!
Coś będą kombinować z drobną naprawą toru
stacyjnego :-) A ile narodu czekało na pociąg. Nie liczyłem, ale jak powiem że
ze 30 osób, to na pewno nie będzie to przesada. W końcu o 12:10 pojawiła się
SU45-215, której rymsnąłem trzy fotki, po czym pojechaliśmy w okolicę tarczy
wjazdowej do Skępego od strony Sierpca. Dokładnie w to samo miejsce, w którym nadaremno
czaiłem się w sobotę.
Tym razem jednak długo czekać nie musiałem. Gagar wyłonił
się zza zakrętu o 12:35. Ciekawe czy mechanicy byli uprzedzeni przez panią
Stasie o mojej obecności (kurde, muszę kupić se to radio jak NadSZYSZKOwnikowe),
bo obtrąbili mnie równo i przyjaźnie machali obydwaj :-) Brutto jednak było
krótkie – 23 beki (głównie własność toruńskiej Elany) + dwie platformy ochronne
po jednej na końcach składu. Rumuna nie było. Dosłownie na kilka minut przed
pojawieniem się tak długo wyczekiwanego pociągu zza chmur wyszło słoneczko i
zaczął klarować się bluskaj.
Później rozwidniło się dokumentnie i do końca dnia
podziwiać można było idealny lazur nieba :-) Kolejny fotostop wypadł w Konotopiu
(tym razem zostałem obtrąbiony z gwizdka). Dość długo zajęło mi wygrzebanie się
stamtąd na krajowa 10-tke, więc nie ryzykowałem łapania towara wcześniej niż
przed Lubiczem. Postanowiłem sfocić go na łuku kilka kilometrów przed stacją.
Aby
tam dojechać należy skręcić w lewo w drogę na Złotorię. Zająłem dogodną pozycję
i po jakichś 5 minutach gagarin nadjechał. Cyknąłem go na tle sosnowego lasku
porastającego przeciwległy skraj przekopu. Dalej nie spodziewałem się już go
dogonić i miałem rację. Jak zwykle zatrzymał mnie korek przed zamkniętym
przejazdem na wjeździe do Torunia. Mogłem sobie tylko go poobserwować jak daje
czadu przyspieszając po minięciu szlabanów (w odróżnieniu od porannej SUki,
hamował przed nimi). W Toruniu Wschodnim był przede mną, nie zdążyłem dorwać go
też jak przejeżdża przez perony Głównego. Pędząc Bulwarem Filadelfijskim
zobaczyłem go na moście we wstecznym lusterku. Na szczęście został przytrzymany
ciutek za Głównym (lok wyjechał za dworzec, ale beki stały w peronach). Po
krótkiej chwili zaBUUUUczał jedynie słusznie i ruszył na Kluczyki. Chłopaki nie
oszczędzali maszyny – zamiast ruszyć delikatnie, tak ostro dali na wiwat, że
gagar dosłownie zniknął we własnym dymie! :-) Na Kluczykach lok się odpiął i
pojechał w stronę szopy. My zaś na dworzec cos przekąsić na szybko, bo za
godzinę ruszała osobówka do Sierpca. Konsumuję sobie spokojnie zapiekankę gdy
wtem za oknem baru z wielkim hukiem przełomotał się BOMBOWIEC ze składem "tadeuszy".
Letkom ;-) się zdziwił obecnością ET40 w Toruniu... Po obiedzie poobserwowałem
sobie manewry stonki podstawiającej Bipę do Sierpca na tor z kozłem oporowym.
Oglądałem to już nie raz, ale scenka ta zawsze wywołuję u mnie uśmieszek
politowania. Operacja ta jest o tyle kuriozalna, że stonka zostaje uwięziona
przez Bipę! Zamiast bowiem wepchnąć wagon w peron, stonka go wciąga (!) i staje
kilka metrów przed kozłem. Następnie cały pali czas silnik (dobrze ponad pół
godziny) aż do odjazdu pociągu przed 16. No ale to przecież bogata firma i ją
stać... Kurwa, szejkowie arabscy się znaleźli :-( Stoję sobie i się brechtam w
duchu, a tu ci nagle ni z tego ni z owego zza osobówki do Grudziądza wyjeżdża
cichaczem ST44-1109. Ledwo co zdążyłem wyszarpnąć aparat z torby i walnąć
błyskawiczne zdjęcie bez mierzenia czasu, bez ustawiania ostrości, a ten dał do
pieca i odjechał. Myślałem, że może stoją jakieś zwrotne beki w Toruniu
Wschodnim i chłopaki jadą je zabrać, ale dojechawszy na miejsce, obecności
gagarina nie stwierdziłem. Pomyślałem więc, że pojechał luzem do Sierpca i już
nie mam szans go dogonić w jakimś ciekawym miejscu. Dałem sobie więc spokój z
pościgiem i zamiast tego pojechaliśmy w okolice mostu nad Drwęcą w Lubiczu, tam
gdzie jest tarcza wjazdowa do Lubicza od strony Sierpca. Następnym razem
przyczaję się chyba na górze pod tym kościołem (motyw musi być niewyjęty), ale
to koniecznie rano, gdy słońce jest na wschodzie.
Bo o tej porze, gdy czekałem
na SU45-215 to już słońce zaczyna śmiało zaglądać wprost w obiektyw. Oczekiwany
pociąg pojawił się 17 minut po 16, sfociłem go i miałem zamiar ścignąć go
jeszcze gdzieś po drodze. Jednak do Ograszki znów nie udało mi się zdążyć, a
potem to słońce już waliło prosto w obiektyw i dałem sobie spokój z gnaniem na
złamanie karku.
Ostatnie fotki popełniłem przy tarczy wjazdowej do Sierpca.
Najpierw cyknąłem pociąg zaprzężony w SU45-034 opuszczający Sierpc w drodze do
Torunia. Potem naszła mnie wena na sfocenie samej tarczy z księżycem :-)
Ostatni punkt programu przewidywał wizytę u pani Stasi. Na torach przy szopie
stał już 1109 oraz 1100, który zamienił się najwidoczniej w nocy miejscami z
651. A u pani Stasi trafiliśmy akurat na zmianę warty. Przekazywała ona akurat
swój posterunek pani Marioli. Jakoś nigdy dotąd nie miałem okazji na nią
trafić...
Zawsze jak nie pani Stasia, to pan Edzio miał służbę. Ale tym razem
wreszcie trafiłem na panią Mariolę (jest jeszcze pani Helenka, której też nie
miałem okazji zapoznać). I powiem Wam, że ci kolejarze to mają tam z tymi babkami
wcale fajną pracę. Bo pani Mariola to taka późna trzydziestkapiątka, bardzo
przystojna kobieta z dużymi tymi... no... oczami ;-) I w ogóle sympatyczna.
Przedstawiliśmy się sobie i zapowiedziałem jej, że mam zwyczaj dzwonić ze
szlaku po garść informacji. Zostałem zapewniony, że będzie mi służyć (he he)
informacjami :-) Pozostało mi jeszcze tylko odebrać tajemniczą książkę co ją
dla mnie pan Edzio zostawił. A tytuł jej brzmi "Parowozy kolei
polskich". Autor: Jan Piwoński, rok wydania 1978. Co ciekawe na trzeciej
stronie jest dedykacja! Napisane jest tak: "Na pamiątkę dla kpr Edwarda
Barługa oraz podziękowanie za dobra służbę wojskowa – Szef Sztabu JW1636 kpt
mgr inż. Andrzej Dorociński. Chełmno, dn. 22.11.1978 r.". Lekki szoking,
co? Pani Stasia na pożegnanie rzuciła, że coraz mniej jeździ towaru z Orlenu,
lecz nie wie dlaczego... Nie wygląda to jednak za różowo. Ja z kolei
tradycyjnie życzyłem spokojnej służby i ruszyliśmy w drogę do Warszawy, dokąd
dotarliśmy szczęśliwie przed godz. 20. W sumie przejechałem 700 km. Ale było
warto! Wycieczka była bardzo ekscytująca, by nie powiedzieć podniecająca!
Zwłaszcza w nocy z soboty na niedzielę... :-)))
Obudziliśmy się kwadrans przed 8. Za oknem świata spod mgły nie widać. Zubilewicz jak zwykle nakłamał wieczorem dnia poprzedniego, mówiąc, że przed południem lekkie zachmurzenie i pogodnie, zaś po południu zachmurzy się bardziej. Z niego to naprawdę jest kłamczuch recydywista! Przecież było dokładnie na odwrót... Ale nie uprzedzajmy faktów. Widzę mgłę i co? Nic, wszak we mgle pociągi po JSL-ce też jeżdżą, więc trzeba to uwiecznić. Żadna przeszkoda. A nawet pewne udogodnienie – przynajmniej tak bardzo nie widać ziemi burej, pozbawionej już śniegu, lecz jeszcze bez zielonej traffki ;-) Przejechałem wzdłuż Kluczyków w poszukiwania dachu gagara przygotowanego do odjazdu do Sierpca, ale niczego w tym mleku widać nie było. No to postanowiłem pocykać osobówkę. Na pierwszy motyw wybrałem sobie semafory wjazdowe stacji Toruń Miasto od strony Torunia Wschodniego.









