Wróciłem z półtoratygodniowego gagarinobrania w jednym kawałku, niestety z pustym portfelem, do czego walnie przysłużyły się dwie awarie mego bolidu. Skutkiem tego pobyt mój w chojnickim zagłębiu gagarinowym musiał zostać nagle i brutalnie przerwany. W sumie jednak nie mogę narzekać. Zwłaszcza jestem zadowolony z pierwszego tygodnia, kiedy to dopisywała pogoda, co zaskutkowało żywymi w barwy fotkami. W drugim tygodniu nadeszły chmury, a wraz z nimi deszcz, wiatr i przenikliwy ziąb, co nieźle dawało w kość jako że nocowałem pod namiotem. Ale jedźmy po kolei! Oto, com widział i przeżył:
DZIEŃ 1, sobota 15 VI Warszawa - Sierpc –Toruń
Przed południem wyjechałem z Warszawy do pierwszego przystanku moich wojaży, tj. do Sierpca.



DZIEŃ 2, niedziela Toruń - Świecie - Bydgoszcz – Inowrocław
Obudził mnie ryk gagarina wyjeżdżającego z grupy towarowej w kierunku dworca! Zebrałem się szybko i ruszyłem do Terespola Pomorskiego na bocznicę do tamtejszej "celulozy", czyli Frantschach Świecie SA. Dokąd się dało jechałem drogą wzdłuż linii z Chełmży. Przed Łysomicami trafiłem na zieloną SU45-168 z Bipą z Grudziądza. Przed Chełmżą poczekałem jeszcze na pociąg powrotny. Z półgodzinnym opóźnieniem wjechała żółta SU45-131. Przed godz. 15 zajechałem do Terespola. Miałem fart, bo trafiłem akurat na manewry ST44-651, który został podczepiony do towaru z gdyńskim bykiem 630 i przestawiał cały skład z jednego toru na drugi. A dymił przy tym, że hej! Później podpięto go do towaru już do papierni. Pierwszym wagonem za lokomotywą był „simplus”, co ładnie komponowało się z gagarinkiem. Pogadałem sobie chwilę z mechanikiem i dowiedziawszy się o której pociąg odjedzie poszedłem obfocić piękną, starą stację.
